10 grudnia 2014 Comments (0) Czytamy, Podziwiamy

The idle traveller

Nie „slow”, lecz „idle”, ale chodzi przecież o to samo. Tego przymiotnika do określenia swojego modelu podróżnika używa Dan Kieran w książce „O wolnym podróżowaniu”.

Slow living, slow travelling, slow food, slow fashion… Modne idee, pod których urokiem my także się znaleźliśmy. Dlatego książka, kupiona ze względu na ciekawą graficznie okładkę, szybko przykuła moją/naszą uwagę – poświęcałam niemal każdą wolną chwilę na lekturę, a w tych momentach, kiedy ja nie mogłam czytać, Belek podkradał książkę i pakował swoją zakładkę coraz bliżej mojej.

Na początku mały zgrzyt. Zasadnicza różnica w poglądach i niezrozumienie autora. Kwestia absolutnie nie do pogodzenia – samoloty. Dla autora zło odbierające przemieszczaniu się w przestrzeni powagę, magię i bardzo je ubożące, dla nas jednak powód do radości, bo lubimy latać, a jako nielotnicy często ku temu nie mamy możliwości… I oszczędność czasu. Bo pociągiem czy statkiem nie dane mi by było obecnie dotrzeć choćby do Kambodży, chyba że rzuciłabym pracę i utrzymywała się z pisania. Hm…

Pomysł podróżowania innymi środkami transportu pojawił się już wcześniej – u Tiziano Terzaniego przy okazji złej przepowiedni wróżbity i zmian w życiu autora, które za sobą pociągnęła, oraz u Paula Theroux, chyba największego orędownika pociągów, jakiego książki kiedykolwiek czytałam. Choć do tej pory Theroux kojarzył mi się przez te ograniczanie się wyłącznie do kolei z mocno powierzchownym postrzeganiem krajów mijanych za pociągowym oknem.

Kieran porusza wiele ciekawych kwestii, których nie ma sensu tu wszystkich przytaczać. To co najistotniejsze w książce i filozofii, jaką tworzy, to spokój i brak pośpiechu. Nie ma to nic wspólnego z lenistwem, o którym pisze Tom Hodgkinson w przedmowie. Wolne podróżowanie to nie leniwe podróżowanie. To podróżowanie (jak górnolotnie brzmi to słowo!) świadome, powolne, trochę złudne i magiczne, nad którym panuje starożytny grecki bóg Kajros, nie Chronos. Dziś chcemy, by w  podróży potwierdziły się nasze wyobrażenia o miejscu, do którego się udajemy. Robimy takie same zdjęcia jak wszyscy przed nami. Wyjeżdżamy z wykluczającymi się pragnieniami – doświadczyć czegoś nowego, a z drugiej strony nawet w trakcie podróży chcemy porządkować świat. Kieran nazywa to dominacją lewej, racjonalnej półkuli, w czasach dominacji tej racjonalnej strony naszego mózgu przyszło nam żyć, to też odbija się na sposobie współczesnego podróżowania.

DSC_7127„Chodzenie jest cnotą, turystyka to grzech śmiertelny”, miał powiedzieć Werner Herzog. Nie mając pojęcia o słowach reżysera, wpisujemy się w nie całkowicie. Zazwyczaj chodzimy, snujemy się po miastach i krajach, które odwiedzamy. Z rzadka odwiedzamy muzea, jak już to w przypadkach, kiedy okazja jest niepowtarzalna, albo łączą nas z tymi miejscami jakieś wspomnienia, sentymenty. To, że się w te słowa wpisujemy, nie oznacza, że się pod nimi podpisujemy. Lubimy chodzić, ale nie nazwalibyśmy siebie i naszych wyjazdów podróżami. Jesteśmy takimi samymi turystami jak inni. Korzystamy z przewodników, Internetu, wyszukujemy informacje jak każdy. Podróż to wielkie słowo, nazwać siebie podróżnikiem, w dzisiejszych czasach to przynajmniej nadużycie pełne pychy. Używamy plecaków ze względu na ich wygodę, i może trochę, żeby odróżnić się od tych z walizeczkami na kółkach. Nie jesteśmy backpackersami, głównie dlatego, że ponad imprezy w hostelowych barach na dachach przedkładamy ciszę i trochę spokoju. Staramy się w trakcie wyjazdów nie korzystać z socialmediów, ale robimy (jak to Belek określa, „trzaskamy”) sporo zdjęć J

Jestem trochę staroświecka – sama sobie wpoiłam zasadę szacunku dla kultury, którą odwiedzam. Staram się traktować innych, a zatem także kraje i ludzi je zamieszkujących tak, jakbym sama chciała być traktowana.  Nie odkrywam ciała w islamskich krajach, nie noszę tilaki na czole ani nie wbijam się w sari w czasie pobytu w Indiach, nie wchodzę w butach do czyjegoś domu i w czyjąś religię. Tym jest dla mnie wolne podróżowanie – szanowaniem inności, obserwowaniem, niewyciąganiem pochopnych wniosków i niegeneralizowaniem, spokojem i nienarzucaniem się innym. Dzięki książce Kierana nie zmieniłam zasadniczo swoich poglądów, raczej utwierdziłam się w przekonaniu, że to, co sobie wymyśliłam i czego staram się trzymać, ma jakieś uzasadnienie i nie tylko ja tak mam. Ale nie znaczy to też, że mam lepiej niż inni, moje zasady są lepsze. Są moje, ale je lubię. I tak rozumiem swoje „idle travelling”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *