18 grudnia 2014 Comments (0) Jeździmy

Maroko pachnie miętą

Kiedy pierwszy raz byłam w Maroku, typowy dialog wyglądał mniej więcej tak:
– First time in Morocco? Welcome, welcome, my friend.
Od czasu do czasu ktoś mi tuż nad uchem, szeptem, rzucał zalotne: want sex?
Kiedy odwiedziłam Maroko drugi raz, bez żadnej żenady, otwartym tekstem, normalnym głosem, bez żadnej zbędnej konspiracji:
– You surf?
– No.
– Smoke someting?
Po czym najczęściej padała propozycja zakupienia kosteczki jakieś dziwnej substacji za równowartość jednego biletu w warszawskim kinie. A oczy proponujących, lekko zamglone, lekko niewidzące, nieobecne, rozbiegane nie zachęcały do zakupów. Za bardzo lubię swoje, żeby im taką krzywdę robić. Ale co tam!

Lubię islam. Może dlatego Maroko podoba mi się na tyle, bo ten islam tam to jednak w wersji light… Lubię, jak mueizn nawołuje na modły, lubię luz, z którym pan pośrodku niczego, w dość ruchliwym turystycznym miejscu, rozkłada swój dywanik modlitewny i bije swoje pokłony, kompletnie nie zważając na białych przechodniów i ich zdziwione i wścibskie spojrzenia. Lubię widok dzieciaków gromadnie bawiących się na jakimś placyku pod mniej lub bardziej czujnymi spojrzeniami szczelnie zasłoniętych matek i inych członków rodziny. Lubię marokańską kuchnię, jedną z najlepszych, jakie miałam okazję poznać. Lubię najlepszy sok pomarańczowy, a najlepszy jest ten z Jemma El-Fna. Lubię gaje oliwne i olejek arganowy, lubię kozy na drzewach, wielbłądy na poboczach dróg, świeżo parzoną miętę z górą cukru.

Lubię szalone, intensywne marokańskie kolory. Lubię absolutnie czarujące lampiony, woskowe świeczniki, kolczyki z ręką Fatimy, zapachy w sukach. Nie lubię oczywiście cwaniactwa, nagabywania i traktowania mnie jak maszynki do zarabiania pieniędzy, ale to trzeba wziąć na klatę. Nie lubię wszechobecnych narkotyków i ich łatwej dostępności. Nie lubię hord bezpańskich psów – szkoda mi ich zapadniętych boczków i braku szacunku ze strony ludzi. Wrócę tam kiedyś z walizami wypchanymi psią karmą. Nie lubię lepkich arabskich rąk, które w tłumie dziwnym trafem pojawiają się w okolicach różnych części mojego ciała. Ale tego nie lubię wszędzie. Do podziwiania jest dużo więcej, do chłonięcia całym sobą też. Zastanawiam się tylko, jak Marokańczycy to robią, że zanim się odezwę od razu wiedzą, że jestem Polką?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *