10 stycznia 2015 Comments (0) Jeździmy

Jej pierwszy raz

Gruzja, sierpień 2011 roku. Nasze pierwsze wspólne wakacje z O.

Mestia, uroczy zakątek Gruzji, w owym czasie jeszcze w miarę dziki, jeśli chodzi o przemysł turystyczny.Po kilku dniach szlajania po górach przyszedł czas na powrót do Tbilisi. Pech chciał, że w noc poprzedzającą nasz wyjazd padało przeokrutnie. Budzimy się o 5, bo marszrutka o 6. Leje. Namiot przypomina mokrą szmatę. Szybka decyzja: odpuszczamy i śpimy dalej. Będziemy się martwić rano. Po godzinie przestało padać, wstaliśmy po kolejnych dwóch.

Pałatka lekko podsuszona, pakujemy się i idziemy szukać szczęścia do miasteczka. Na zorganizowany transport nie ma co liczyć, bo marszrutka następnego dnia rano, próbujemy zdać się na łut szczęścia.
Idziemy z plecakami przez Mestię, wychodzimy kawałek za miasteczko, próbujemy łapać stopa. Osobówki nawet nie obrzucają nas spojrzeniem. Musimy wyglądać żałośnie. Ale zatrzymuje się prawdziwa petarda! Potwór rodem ze Związku Radzieckiego, KrAZ, pracujący przy budowie drogi dojazdowej do Mestii.
Za kierownicą uśmiechnięty od ucha do ucha typ, papieros zwisa mu z ust, nu, dawaj! Sekunda konsternacji, pakujemy się do szoferki. Dwa metry nad poziomem gleby. Pogadać nie pogadamy, my po rosyjsku nic, on po angielsku drugie nic. Ale od czego jest butelka! Półtora litra piwa idzie w ruch, a co! Drogi w końcu kręte, przepaść z boku, ale wolno jedziemy, to można pić.

Po kilku kilometrach przygoda się kończy: zły kierownik budowy skraca kurs – każe zrzucić tłuczeń wcześniej niż planował kierowca. Wysiadamy, żegnamy się uśmiechami, on z butelką do roboty, a my z plecakami na grzbietach szukać okazji dalej.

DSC_5966 (1)

 

Okazało się, że to był pierwszy raz O. jako autostopowiczki. Niezły debiut. Po uśmiechu na zdjęciu widać, że chyba jej się spodobało.

Kilkaset metrów dalej złapaliśmy białą Ładę Nivę. W zasadzie sama się złapała, zanim zdążyliśmy zareagować. Czterdziestolatek i jego mama. Liczyliśmy na lokalną podwózkę kilka, może kilkanaście kilometrów. Niespodzianka: wysiedliśmy dopiero przy jednej ze stacji metra w Tbilisi, 450 km dalej. Byliśmy szybciej niż poranna marszrutka. To chyba fart początkującej autostopowiczki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *