16 lutego 2017 Comments (0) Biegamy, Jeździmy

Cebula, Krystyna, Barcelona*

13 maja 2016 roku. W godzinach porannych dostaję maila, który wygląda mi na kolejny spam biegowy. Zanim wykasuję, sprawdzam zawartość, a tam krótka, acz treściwa informacja “Hello Lukas, You are officially registered to the eDreams Mitja Marató de Barcelona which will take place on February 12, 2017.” Z chwilowej konsternacji wyrwał mnie wyjaśniający wszystko post żony, która tym podstępnym sposobem postanowiła wymusić na mnie krótki urlop w stolicy Katalonii. A że żonie się nie odmawia, zatem Barcelono, nadbiegam po nową życiówkę w półmaratonie, do tego w dodatnich temperaturach w lutym, mam nadzieję, po trzech miesiącach solidnego treningu. Co się może nie udać?

Ale plany planami, a polska zima robi swoje. A dokładniej śnieg, zmrożony nierówny śnieg na bieżni w Rumii, który w połowie stycznia rozwalił moje achillesy sprawiając, że przez ostatnie cztery tygodnie przed barcelońskim startem zrobiłem całe, wiele mówiące 20 km. Ale żona, Barcelona, słońce, dodatnie temperatury. Wyjazd na pewno miał dojść do skutku, tylko z wyjazdu o charakterze startowym zaczął zmieniać się w typowo turystyczny z elementami  kibicowania.

Tym bardziej że miało być komu kibicować, bo w tzw. międzyczasie romantyczny wyjazd we dwoje rozrósł się do sporej wycieczki pod banderą różu Smashing Pąpkins, czyli zwariowanych, pozytywnie nastawionych ludzi, którzy słyną z tego, że paradują w różowych wdziankach (męska część również) i pomimo zmęczenia lubią sobie trzasnąć kilka(naście) pompek na mecie.

Na bieg wylecieliśmy już w czwartek wieczorem (start w niedzielę), aby mieć pełne dwa dni na aklimatyzację i zwiedzanie miasta. Barcelona przywitała nas lekko zachmurzonym niebem i temperaturą w okolicach 13 stopni C. Może nie brzmi to zbyt rewelacyjnie, ale w porównaniu z warunkami w Polsce to naprawdę wakacyjna pogoda. Szybki transfer pociągiem do centrum (więcej o logistyce poniżej), 20-minutowy spacer nocnymi uliczkami i zameldowaliśmy się w naszym apartamencie w starej Dzielnicy Gotyckiej.

Piątek to odsypianie podróży i późna pobudka, obowiązkowa kawa z croissantem, rozruch i, z perspektywy nadchodzącego startu, zbyt długi spacer do turystycznej ikony Barcelony ‒ czyli Sagrady Familii, wciąż niedokończonego dzieła Antonio Gaudiego. Stamtąd, już metrem, udaliśmy się do biura zawodów, które znajdowało się przy placu Hiszpańskim, na ostatnim piętrze centrum handlowego Arena ‒ dawnej arenie byków zbudowanej 1900 r. Budynek w nowej funkcji robi wrażenie, a na dachu, na wysokości 27 m znajduje się 300-metrowy pasaż, z którego rozciąga się imponujący widok na całą Barcelonę.

W pakiecie startowym dostaliśmy jasną zieloną koszulkę technicznego sponsora, marki Brooks (wybierajcie raczej mniejsze rozmiary), imienny numer startowy ze zintegrowanym chipem, dobrej jakości żółty worek na buty, kilka ulotek, przekąskę i bilet na przejazd komunikacją miejską w dniu biegu. Samo biuro zawodów, pomimo małej przestrzeni, działało bardzo sprawnie i po kilku minutach cała różowa ekipa z charakterystycznymi workami na plecach podziwiała z wspomnianego tarasu wieczorną Barcelonę. Oprócz trzech stanowisk półmaratonu (informacji, stanowiska z numerami i drugiego z koszulkami) znalazło się miejsce na kilka małych stoisk imprez biegowych (ciekawostką był etapowy bieg trailowy na Kubie), niewielką ekspozycję Brooksa oraz stoisko z żelami, batonami i drobnym wyposażeniem biegowym. Biorąc pod uwagę wielkość biur polskich półmaratonów i ich dwa razy mniejszą frekwencję to nader skromnie, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

 

Po piątkowym maratonie sobota miała być już spokojniejsza, jeśli chodzi o turystyczne kilometry. W mniejszej grupie, już metrem, udaliśmy się do Parku Güell ‒ kolejnego niedokończonego projektu Gaudiego. Ten położony na zboczu wzgórza park-ogród, niedoszłe osiedle dla burżuazji, wyraźnie odcina się na tle gęsto zabudowanej tkanki miasta. Moje biegowe zboczenie sprawiło, że park zaciekawił mnie jako potencjalne miejsce fajnego miejskiego biegu górskiego z soczystym przewyższeniem i ciekawą trasą. Sobota to też dzień ostatecznej decyzji dot. mojego udziału w biegu. Mało marudzące achillesy przesądziły o starcie. Kwestie założeń czasowych zostawiłem sobie na ostatnią chwilę.

Oprócz standardowego zwiedzania pieszego, w mniejszych lub większych grupach staraliśmy się również obiegać najfajniejsze miejsca. Z racji położenia naszego “apartamentu” naturalnym celem była nadmorska dzielnica Barceloneta oraz promenada z plażą o tej samej nazwie, gdzie mimo sezonu zimowego liczba biegaczy i amatorów innych sportów robi wrażenie. Barcelona jest naprawdę bardzo fajnym i przyjemnym miejscem do miejskiego biegania. Oprócz wspomnianej promenady, poza godzinami największego tłoku turystycznego warto przebiec się ulicą La Rambla, zapuścić w wąskie uliczki starego miasta albo wyskoczyć na szutrowe alejki Parku de la Ciutadella. Z planów biegowych przełożonych na następną wizytę w mieście zostawiliśmy sobie wspinaczkę na wzgórze Montjuïc z zamkiem o tej samej nazwie, tereny wioski olimpijskiej igrzysk z 1992 r. oraz okoliczne wzgórza pasma Collserola.

Dzień startu był kolejnym z prognozą przelotnych opadów. Na szczęście żadna z nich się nie sprawdziła. Warunki do biegania zapowiadały się wyśmienicie, jedynie lekki wiatr od morza mógł budzić pewne obawy. Niecałe 1,5 km dzielące nas od linii startu pozwoliło nam dostać się tam truchtem i opuścić naszą kwaterę zaledwie godzinę przed czasem (8:45). Dla podróżujących z dalszych dzielnic w odległości 500 m od strefy startu/mety i 200 m od depozytów znajduje się stacja metra Arc de Triomf (linia L1) oraz stacja pociągów regionalnych o tej samej nazwie (R1, R3, R4). Depozyty oraz strefa masażu znajdują się w imponującym XIX-wiecznym budynku dawnej stacji kolejowej Estació del Nord, obecnie używanej częściowo na potrzeby dworca autobusowego, a częściowo jako centrum sportów (w trakcie biegu w drugiej części hali odbywał się mecz koszykówki). Sam depozyt podzielony na strefy co 2000 numerów, pomimo sztucznego tłumu tworzącego się przed budynkiem działał bardzo sprawnie. Dużym problemem i chyba największym minusem organizacyjnym okazały się toalety, a dokładnie ich znikoma ilość jak na ponad 17 tysięcy zawodników. W okolicy depozytów tzw. WC area zawierała sześć (!) toalet i kilka otwartych stanowisk z muszlami dla panów. Dodatkowe 12 tojtojków znajdowało się w strefie startu. Łącznie 18 toalet (w przybliżeniu jedna na tysiąc zawodników). Kolejki do toalet tworzyły się również w lokalnych restauracjach i kawiarniach. Większość osób z naszej ekipy zrezygnowała z czekania, a ci, którzy musieli, stali w kolejkach do ostatniej chwili kosztem porządnej rozgrzewki. A doskonałym miejscem do rozgrzewki jest Park de la Ciutadella przylegający do strefy startu i mety oraz pierwszego kilometra trasy. W związku z “aferą toaletową” park, poza miejscem rozgrzewki, siłą rzeczy stał się polem do załatwienia najpilniejszych potrzeb fizjologicznych.

Strefy startowe były oznaczone kolorami tożsamymi z kolorem numerów oraz czasu zadeklarowanego w trakcie zapisów. Dostęp do stref bez kolejek, a ilość miejsca w strefach wystarczająca i niepowodująca żadnych zatorów, przepychanek czy ścisku. Otrzymałem numer żółty, czyli oznaczający czas poniżej 1:20. Z powodów dużych niedoborów treningowych ustawiłem się jednak w środku kolejnej, czerwonej strefy na 1:20‒1:30, jakieś 30 metrów od linii startu. Pacemakerzy na czasy co 5 minut, począwszy od 1:15 oznaczeni flagami w kolorach poszczególnych stref. Postanowiłem zacząć w tempie powyżej 4 min/km i w miarę możliwości przyspieszać. Start z bardzo szerokiego pasażu Pujades umożliwiał płynne rozpoczęcie biegu i już po 15 sekundach od wystrzału startera znalazłem się na trasie wyścigu. Ta została poprowadzona szerokimi (nawet osiem pasów!) alejami, bez żadnych zwężeń czy ciasnych zawrotek, dzięki czemu nie tworzyły się żadne zatory czy niebezpieczne sytuacje. Z relacji pozostałych osób wynika, że komfort biegu w tłumie był taki sam również w strefach czasowych, gdzie było najwięcej biegaczy. Pierwsze dwa kilometry to idealnie płaski przelot w wzdłuż portu, lekki wiatr w plecy od morza i charakterystyczne dla tego etapu tasowanie się zawodników. Skręt na zachód to jednoczenie ledwie odczuwalny na tym etapie łagodny podbieg. Na czwartym kilometrze mijamy Arenę i dwoma łagodnymi skrętami kierujemy się na północny wschód. W komfortowym tempie poniżej 4 minut na kilometr dobiegam do pierwszego punktu odżywczego na 5. kilometrze. A raczej punktu odświeżania, bo oferował tylko wodę i izotonik. Kolejne tak samo wyposażone znajdowały się na 10. i 15. kilometrze. Żadnych owoców i wg relacji innych osób druga odsłona afery toaletowej: po dwa tojtojki na punkt, do których oczywiście tworzyły się kolejki. Z ciekawostek, zamiast kubeczków wolontariusze podawali wygodniejsze półlitrowe butelki, a średnia wieku osób pomagających na punkcie oscylowała wokół czterdziestki. Zaangażowanie starszych osób akurat bardzo mi się podobało.

Okolice 7. kilometra dają dodatkowego kopa. Po pierwsze, w tym miejscu niwelujemy delikatnie wysokość, a po drugie, przebiegamy w okolicach strefy startu/mety/depozytu, gdzie gromadzi się najwięcej kibiców i doping naprawdę jest odczuwalny. Kolejne kilometry są mniej spektakularne, a krótki łagodny podbieg przed 10. kilometrem uświadamia mi moje braki treningowe. Już wiem, że od połowy dystansu będę walczył o utrzymanie dotychczasowego tempa. Kolejne kilometry to długie, dużo nudniejsze niż w pierwszej części, przeloty od zakrętu do zakrętu. Co jakiś czas z monotonii wyrywają zespoły muzyczne, głównie bębniarskie. Okolice 15. i 16 kilometra to najgorszy odcinek jeśli chodzi o walkę z wiatrem (tam zanotuję najwolniejszy kilometr). Wieje prosto w twarz. Próbuję się chować, ale po pierwsze, stawka jest już bardzo przerzedzona, a po drugie, większość zawodników jest niższa ode mnie co najmniej o głowę, więc stanowią marną osłonę. Z tego samego powodu to moje plecy stają się dobrą osłoną przed wiatrem dla innych. Mniej więcej od tego momentu zaczynam pracować z niejakim Ismaelem ‒ motywujemy się wzajemnie na ostatnich 5 km wzdłuż wybrzeża. Wychodząc co chwila na zmiany, schodzimy nawet poniżej tempa 3:40 min/km i cały czas wyprzedzamy. Na ostatnim kilometrze Ismael pomimo moich okrzyków zaczyna odstawać. Zaczynam mocny, ale przedwczesny finisz, zwiedziony kilkoma bramami ustawionymi przed właściwą metą. W końcu pojawia się ta właściwa z zegarem, na którym zostało kilka sekund do godziny i dwudziestu jeden minut czasu brutto, co daje mi motywację do ostatniego zrywu. Udaje się minąć linię mety z rezultatem 1:20:54 brutto.

Fot. Marcin Krasoń

Strefa pofiniszowych darów zaczyna się dobre 300 m za linią mety, dzięki czemu nie było mowy o żadnych zatorach. Świetnie zaplanowane, szybka obsługa. Medal, woda, powerade, banan, mandarynka, ponczo (niebieskie lub żółte do wyboru). Masaż, jeszcze bez kolejki. Odbiór depozytu w 30 sekund i po wszystkim. Czas na zasłużoną kawę, oczywiście croissanty, churrosy i paellę. Już wiem, że kiedyś tu wrócę.

W 2017 r. najszybszy z Polaków był Bartłomiej Przedwojewski z czasem 1:11:56 (52. open). Bieg ukończyło łącznie 258 rodaków. Dużo? Mało? Trudno powiedzieć. Z racji łatwej logistyki, umiarkowanych kosztów wyjazdu, szybkiej trasy i warunków pogodowych przewiduję postępujący wzrost liczby biegaczy z Polski w kolejnych edycjach. Poza jednym minusem toaletowym bieg na bardzo wysokim poziomie organizacyjnym. Może dla niektórych zbyt skromny, jeśli chodzi o dodatkowe atrakcje sponsorów oraz mało rozbudowane biuro zawodów i expo, ale dla mnie akurat to jest zaleta. Bardzo szybka, płaska trasa, wysoki poziom i duża liczba zawodników z wynikami poniżej 1:20 pozwala powalczyć o najbardziej wyśrubowane rekordy życiowe w połówce. Dodatkowego kopa mentalnego dają wyższe o 20-25 stopni temperatury niż w tym samym czasie  w kraju i palmy na trasie. Jest to też dobry bieg na sprawdzenie formy przed docelowymi startami na wiosnę.
Logistyka

Loty do Barcelony są względnie tanie. My wybraliśmy opcję tanich linii Ryanair z Modlina na El Prat za mniej więcej 360 zł od osoby w obie strony (ceny oczywiście mogą się różnić w zależności od czasu zakupu). Można również trafić promocyjny przelot rodzimym LOT-em z Lotniska Chopina w bardzo zbliżonej cenie 350 zł (rejestrowany bagaż i przekąska extra). Ryanairem do Katalonii bezpośrednio dolecimy też z Krakowa, Poznania i Wrocławia, ale już na bardziej oddalone lotnisko w Gironie. Na wspomniane wyżej El Prat dostaniemy się liniami Wizzair z Katowic, Gdańska, Poznania i Okęcie (ale w przypadku tych linii raczej wskazany będzie  dodatkowy bagaż).

Dojazd z lotniska w Gironie autobusem (70 min 21 € w dwie strony) lub pociągiem z Girony (2 h, do 12 €). Dojazd do centrum z lotniska El Prat pociągiem, linia R9 (25 min, 2,10 € lub bilet na 10 przejazdów T-10: 9,95 €, chociaż ta ostatnia opcja nie jest do końca legalna), autobusem miejskim (30 min, 2,10 € lub bilet na 10 przejazdów T-10: 9,95 €) autobusem Aerobus (odjeżdża codziennie co 5 minut, podróż zajmuje jakieś 35 min, 5,90 € w jedną stronę lub 10,20 € w obie) albo metrem, linia L9 (konieczna przesiadka do centrum, 4,50 €).

Fot. Marcin Krasoń

Zakwaterowanie

Barcelona z racji dużej ilości turystów i ogólnej popularności ma do zaoferowania zakwaterowanie w różnych przedziałach cenowych i standardzie. Każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Ponieważ nas wybrało się tam docelowo dziesięcioro, postanowiliśmy poszukać apartamentu w okolicach startu i mety na portalu Airbnb. Udało się znaleźć taki, który mógł naszą ekipę pomieścić, cena za cztery nocy mniej więcej równa cenie biletu lotniczego. Niestety w trakcie pobytu okazało się, ku naszemu zdziwieniu (zwłaszcza po tym, jak od czasu do czasu na kontrolę wpadał jakiś pan, np. W trakcie naszej wieczornej posiadówki przy social mediach), że trafiliśmy do hostelu. Do tej pory nie wiemy jak, reklamacja w serwisie trwa. W każdym razie ‒ szukajcie, na pewno znajdziecie coś odpowiadającego zarówno potrzebom, jak i możliwościom finansowym.

 

*z tytułu: kto był, ten wie, skąd tam ta cebolla 😉 A Krystyna ‒ wiadomo!

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu Polska Biega (link).

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *